en
Menu
Strona główna - Galeria Arsenał

Nikita Kadan, cykl "Kronika"

Nikita Kadan, cykl "Kronika"

A-
A+
cykl Kronika, 2016
3 rysunki z cyklu, tusz na papierze, 17 × 24 cm

Pogromy i rzezie były kiedyś

Opowiedziałam kiedyś Kadanowi o spotkaniu w Bykowni. To teren wojskowy, na którym chowano ofiary terroru stalinowskiego z lat 1937–1938 i katyńskich oficerów zamordowanych w roku 1940, a być może i późniejszych więźniów NKWD. Byłam świeżo po lekturze książki Archeologia zbrodni. Oficerowie polscy na cmentarzu ofiar NKWD w Charkowie i spotkaniu z jej autorem prof. Andrzejem Kolą w miejscu, gdzie prowadził prace poprzedzające otwarcie we wrześniu 2012 roku Polskiego Cmen­tarza Wojennego – czwartego cmentarza katyńskiego, zlokalizowanego na terenie Memoriału „Bykowieńskie Mogiły”. Mowa była o szczegółach pozwalających ziden­tyfikować ofiary. O tym, że żołnierzy poznajemy po guzikach, butach, pagonach i szczegółach umundurowania. W książce Kola opisuje, jak już po wojnie sowiec­ka władza zacierała ślady. Jak żołnierze – bo któż inny mógł być wykorzystany do takich prac – przekopywali jamy grobowe, przemieszczali szczątki, sadzili drzewa, wylewali chemikalia rozkładające materię organiczną. Mimo to nie udało się usunąć wszystkich szczoteczek do zębów, skórzanych podeszew, skrawków dokumentów i okularów. Na pytanie o to, czy polskie ofiary cywilne z lat 30. ubiegłego wieku też będą kiedyś przedmiotem zainteresowania naszych archeologów (wszak w ZSRR jedną z pierwszych represjonowanych ze względów narodowościowych grup byli Polacy), usłyszałam odpowiedź, że nie da się ich odróżnić od innych obywateli so­wieckich, kupowali bowiem takie same dzianiny i galanterię jak pozostali. Kości się przemieszały – powiedział profesor.

Wystawa „Kości się przemieszały” («Кістки перемішались»), której tytuł został za­czerpnięty z tej opowieści, realizowana w sierpniu 2016 roku w Galerii Arsenał w Bia­łymstoku, dotyczy ofiar masowych mordów nazistowskich i stalinowskich, czystek etnicznych na Wołyniu dokonywanych przez UPA na Polakach i przez AK w odwecie na Ukraińcach, pogromu Żydów we Lwowie w 1941 roku, zbrodni hitlerowskich we Lwowie. Zakres jest bardzo szeroki. Dobrą lekturą przed pójściem na tę wystawę jest na pewno książka Skrwawione ziemie Timothy’ego Snydera. Sam artysta przy­wołuje też myśl Jarosława Hrycaka: „Ukraińców nie łączą wspólni bohaterowie, ale wspólne ofiary”.

Kadan uwagą obdarza ofiary. Jego prace nabierają ciężaru i objętości nie tylko dzięki działaniom historyków i białym kostkom ofiar. Główną zasługę należy przy­pisać wojnie toczącej wschodnią Ukrainę. Historia buzuje i wylewa się poza ramy zaprojektowanych dla niej pomników. Rozsadza betonowo-styropianowe, nieznośne w sztampie i manipulacjach, zaś skuteczne w rugowaniu niewygodnych wspo­mnień bohaterstwo bohaterów i szczęście przypadkowo ocalałej ludności cywilnej. Poszerza się pole pamięci, które nabiera kolorów dzięki doświadczeniu dnia dzi­siejszego. Działania Kadana to alternatywne spojrzenie na przeszłość, uwaga kiero­wana na uproszczenia, za pomocą których różne instytucje społeczne, publiczne, prywatne i państwowe dyktują pojmowanie historii. Przypominają też, jak bardzo nasze otoczenie i doświadczenie formuje wyobraźnię. We wcześniejszych pracach artysty ciało ludzkie poddawane było opresji, ale ciągle żyło. Wraz z akcją prorosyj­skich terrorystów we wschodniej Ukrainie pojawiły się martwe ciała. Jeszcze takie niezwykłe i świeże. Jeszcze nikt nie wie, co z nimi robić, jeszcze są delikatnie okry­wane gałęziami, gazetą, żeby zapewnić śmierci nieco intymności. Jeszcze nie wzbu­dzają irytacji żywych swoją ilością, odorem i tym, że wymagają czasu i sił, które są potrzebne, żeby przeżyć w warunkach wojny. Rysunki są subtelne.

Artysta pisze: „Każdy wizerunek wisi w próżni, ale za każdym ciągną się oberwane nitki kontekstu. Wybierając kolejne zdjęcie, wychodzę z założenia, że trzeba patrzeć na fotografie dokumentalne wprost, uświadamiając sobie własne niezrozumienie i to, jak łatwo twoje spojrzenie może zostać zmanipulowane. Patrzeć na historię bezpośrednio, a nie przez lustrzaną tarczę ideologicznego mitotwórstwa”.

Nie wiem, czy się da patrzeć bezpośrednio, czy faktycznie można zawiesić swoje przekonania. Artysta podejmuje taką próbę. Na niektórych rysunkach atrybuty – mundury, ubrania pozwalające jednoznacznie zaklasyfikować (a jeśli się ktoś prze­brał?) przynależność ofiary i sprawcy do narodu i do grupy – znikają. Tak też bywa w masowych grobach, jeśli brakuje na potwornie drogie badania genetyczne. Nie znika jednak przynależność do gatunku. Szczegóły i kontekst da się odtworzyć z bę­dących w obiegu historycznych zdjęć (którym od czasu do czasu zmieniana jest atrybucja). Wszystko inne jest zredukowane. Nie ma architektury, nie ma broni, nie ma przedmiotów. Są relacje przestrzenne i estetyczne ujednolicenie tych, co stoją i patrzą, oraz tych, co leżą i powoli się rozkładają.

Uroda tych prac na chwilę zawiesza treść obrazów naszego ludzkiego we­wnątrzgatunkowego nagiego okrucieństwa. Dostajemy estetyczny filtr. Patrzymy na ładne. Groza przedstawień dociera do nas z czasem, dopiero potem wykonuje­my pracę nad kontekstem.

Znajoma powiedziała kiedyś, że Powszechną Deklarację Praw Człowieka przyję­to w 1948 roku, bo ludzkość ochłonęła i sama się siebie przestraszyła. Najważniejsze jest prawo do życia, które od czasu do czasu zostaje zawieszone przez instytucje: państwo, policję, wojsko, a także rewolucje, czystki etniczne. Czy po siedemdzie­sięciu latach powtórzyłbyś/powtórzyłabyś pogrom Żydów? Polaków? Ukraińców? Gejów i lesbijek? Cyganów? Uchodźców? Czy zareagowałbyś/zareagowałabyś, bę­dąc świadkiem pogromu Żydów? Polaków? Ukraińców? Gejów i lesbijek? Cyganów? Uchodźców?

To jest nasza kondycja dziś. To są pytania krążące w sieciach społecznościowych i w prasie, formułowane odrodzonym językiem nienawiści z lat 30. XX wieku, któ­ry funkcjonuje w przestrzeni publicznej i na który nie reagują instytucje państwa. Kadan nie zadaje ich w sposób tak perswazyjny, nie załamuje rąk i nie prokuruje instrukcji do działania na wypadek. W wyważony sposób snuje refleksję nad wy­tworami naszej obyczajowości. Nad nekropolityką i potrzebą manipulacji kośćmi i ofiarami. To bardzo potrzebna perspektywa, która pozwala pracować nad wspólną traumą. I poważnie zastanowić się nad tym, do czego jesteśmy dzisiaj zdolni jako mieszkańcy skrwawionych ziem.

Zofia Bluszcz

Fragment tekstu Zofii Bluszcz „Tematy i miejsca gotowe do przemilczenia tu i teraz”, opublikowanego w katalogu wystawy Nikita Kadan. Kości się przemieszały / Bones Mixed Together, Galeria Arsenał, Białystok 2016

Praca podarowana Galerii Arsenał przez artystę

Katalog prac

Artyści