en
Menu
Logo Galerii Arsenał

MATEUSZ CHORÓBSKI. Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać

09.01.2015 - 05.02.2015 / 18:00

MATEUSZ CHORÓBSKI. Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać

09.01.2015 - 05.02.2015
Otwarcie: Otwarcie: 09.01.2015 / 18:00
Miejsce: Miejsce: Galeria Arsenał, ul. A. Mickiewicza 2, Białystok
Artyści: Artyści: Mateusz Choróbski
Kurator: Kurator: Monika Szewczyk
A+
A-

Jakub Śwircz

O wystawie „Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać

W pracach Mateusza Choróbskiego stale powracają wątki, które mogą skłaniać do odnajdywania w jego twórczości cech romantycznych. Jednym z nich z pewnością jest skala, przez którą ujawnia się specyficzny heroizm artysty. Niejednokrotnie już bowiem stawiał on swoje indywidualne gesty w opozycji do większej całości – jak choćby w Przeciągu(2013), gdy doprowadził do przelotu odrzutowca tuż nad ulicą Piotrkowską w Łodzi, czy jak w wypadku Samotności długodystansowca (2014), gdy wspólnie z Anną Orłowską zamienili nocne Katowice w słuchowisko dostępne dla internautów, w którym aktorem był czarnoskóry biegacz. Innym wątkiem skłaniającym do takiego odczytania postawy Choróbskiego jest jego zainteresowanie ruinami, fragmentami, śladami i resztkami. Widać to wyraźnie w pracy Spóźnione spotkanie (2012), w której między innymi badał ruiny studia fotograficznego swojego dziadka.

Elementem, który dopełnia tę postawę i nadaje jej współczesny charakter, jest wycofanie się artysty na drugi plan. Jakkolwiek jest on inicjatorem czy też twórcą ramy dla tych działań, to pozostawia w nich przestrzeń na przypadek, zrządzenie losu czy też udział osób trzecich. Woli przypatrywać się uruchamianym mechanizmom, ale też na sobie odczuwać ich wpływ. Zmiany i reakcje, jakich poszukuje, są tak ulotne jak ślad odrzutowca na niebie i szepty zdziwionych przechodniów. Mało w tym siły, mocy i rewolucyjnego zapału, choć przecież przywołana już skala zachęcałaby do bardziej buntowniczych działań. Agresja, która tli się w tych pracach, jest niedokonana, pozostaje jako potencjał, do skonsumowania przez samych, często przypadkowych odbiorców.

Ten romantyzm Choróbskiego żywi się dzisiejszą niemocą do realnej zmiany, zatomizowaniem społecznym, brakiem solidarności i wspólnoty, a także tęsknotą za trwałymi materiałami. Z tych powszechnych deficytów nie wynikają jednak realizacje ślepo zapatrzone w przeszłość, melancholijne; one doskonale odnajdują się w dzisiejszej płynności i ją podkreślają.

Pewnym paradoksem i nieuniknioną konsekwencją tej współczesnej niestałości jest zainteresowanie pamięcią, a z nią i samą przeszłością. Próba zapamiętania, skatalogowania wspomnień, dorobków i wydarzeń, ciągłe przywoływanie ich w powszechnych les images trouvés. Powodów ku temu jest z pewnością wiele, jak choćby ten związany z rozsypaniem się porządku czasu, który od oświecenia trzymany był w ryzach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dziś coraz łatwiej wejść nam w przeszłość, imitować ją, podrabiać, włączać na nowo w postrzępione narracje, brać kawałek greckiego marmuru i traktować jak kolejny element współczesnego montażu.

Zanim Choróbski rozpoczął pracę nad wystawą „Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać”, odwiedził Muzeum Pergamońskie w Berlinie. Wizyta przypadła na bardzo szczególny moment, bo tuż przed rozpoczęciem pięcioletniego remontu instytucji. Większość zgromadzonych starożytnych rzeźb została już zapakowana, poddana hibernacji i oczekiwała na transport do magazynu. Okryte zabezpieczającą otuliną wyglądały jak przygotowane do zdjęcia z nich formy, odciśnięcia kształtów. W takim miejscu jak Muzeum Pergamońskie próba imitowania czy też, by lepiej się wyrazić, odkształcania nabiera szczególnego znaczenia, ponieważ zostało ono ufundowane na podobnych założeniach. Wybudowane między innymi po to, by pomieścić odtworzony hellenistyczny Ołtarz Pergamoński, składa się z fragmentów ruin, łączonych i montowanych na nowo. Pełne jest śladów, replik obiektów, które zostały przeniesione w puste miejsce – scenę przygotowaną do obserwowania i mierzenia się z nimi przez współczesnych widzów.

Ta heterotopiczna sceneria wydaje się doskonale relacjonować wspomnianą płynność naszych czasów. Dla Choróbskiego jest ona również formatująca, odsłania bowiem nie tylko współczesne pomieszanie, z którego rodzić się może jego romantyzm, ale i backstage sztuki, rozumianej jako coś sztucznie powstającego, a tworzonego z rzeczywistości. Skrępowane pasami, zabezpieczone gąbkami antyczne rzeźby stały się tu mobilnymi, łatwymi do przestawienia elementami układanki, o których artysta będzie pamiętał przy pracy nad wystawą „Opętało mnie słońce…”.

Reminiscencje również dla samego Choróbskiego mają olbrzymie znaczenie i zaryzykować można by twierdzenie, że prezentowana wystawawłaśnie z nich się składa. Tym samym artysta również uczestniczy w tej fiksacji na punkcie przeszłości. Jednakże z racji przejścia przez pracownie Mirosława Bałki i Krzysztofa Wodiczki wie, że pamięć bywa zawodna, a właściwie taka jest zawsze. Obciąża ją sama możliwość zapomnienia. Wspomnienia się zacierają, zmieniają, rosną razem z osobą jak rodzaj odzienia, które trzeba cerować i przedłużać z kolejnymi nabywanymi centymetrami. I właśnie z tak poprzeszywanej materii ułożona jest wystawa Choróbskiego.

Otwiera ją polaroid z portretem artysty patrzącego wprost przed siebie. Na tym zdjęciu jego tęczówki są pomalowane na niebiesko. Kolor ten przywodzi liczne skojarzenia – począwszy od tego, że przypisany był Zeusowi, któremu poświęcony jest Ołtarz Pergamoński. Ale wspomnienia tego, co artysta widział, płyną dalej, mieści się w nich choćby film Dereka Jarmana Blue, stanowiący pożegnanie reżysera zarówno z zanikającym wzrokiem, jak i z najbliższymi. Jest też sam smutek i melancholia, symbolizowana przez błękit. A za nią tęsknota i dramat Maurice’a Maeterlincka Błękitny ptak, który opowiada o poszukiwaniach tytułowego cudownego zwierzęcia przez rodzeństwo Tyltyla i Mytyl. By go dostrzec, bohaterowie musieli wykazać się czystością serca i duszy. Bluebirdem, samochodem, jeździł też ojciec Choróbskiego, kiedy ten był jeszcze małym chłopcem.

Rodzaj dziecięcej naiwności, tęsknoty za czymś pięknym i nienaruszonym współgra z wątpliwościami Choróbskiego żywionymi wobec świata. Jednakże jeśli nawet niemożliwe jest zobaczenie błękitnego ptaka, to artysta daje nam go usłyszeć. Na wystawie wybrzmiewa głos młodej aktorki recytującej tekst z plansz filmu niemego, pierwszej adaptacji filmowej Niebieskiego ptaka z 1918 roku. Co istotne, przy porównaniu filmu z tekstem mówionym przez dziewczynę daje się zaobserwować całą skalę zmian wprowadzanych w tym wykonaniu. Zapamiętany tekst ulega bowiem modyfikacjom, dopasowaniom do osoby recytującej go. Wspólnie podlegają procesowi kształtowania.

Jednym z następnych skrawków, śladów pamięci Choróbskiego jest duży płaski obiekt o wysokości dwudziestu pięciu centymetrów, wykonany z prostej sklejkii podniesiony na przemysłowych kółkach. Mobilny, dający się przestawić. Jest to powtórzenie planu pokoju artysty, w którym mieszkał on w Nowym Jorku. Wysokość obiektu (bez kół) wzięta jest z pomiarów ciała Mateusza leżącego na podłodze pokoju. Podobnie jak autoportret, praca ta stanowi kolejny sygnał świadczący o skupieniu na sobie samym, na przyglądaniu się sobie w bliżej nieokreślonym odcinku czasu. Za sprawą tej autorefleksji powraca wątek skali, w której za punkt przeciwny na osi brany jest właśnie, ten jakże kłopotliwy w odmierzaniu, czas.

Kolejną z aluzji do tego, co na swojej drodze napotkał artysta, jest rzeźba przedstawiająca mężczyznę niemal naturalnej wielkości. Wydaje się ona przypominać tu stary porządek, punkt oparcia dla zawodzących wspomnień. Pozostaje dalekim echem berlińskiej wizyty, ale też staje się wyrazistym przykładem kształtowania, bowiem w stosunku do oryginalnej formy, w jakiej rzeźba powstała, Choróbski wprowadził znaczącą zmianę: dopasował ją do siebie. Głowa posągu pokryta jest lustrzaną powłoką, w której odbija się twarz oglądającego, a w pierwszym momencie – samego artysty. Efekt ten jest nawiązaniem do często spotykanego przetarcia, wypolerowania na powierzchni monumentów czy turystycznych atrakcji. Tysiące dłoni przez lata muskają ten sam punkt, zostawiając widoczny dopiero w nawarstwieniu ślad.

„Opętało mnie słońce…” staje się w zamierzeniu artysty rodzajem backstage’u, odsłonięcia tego, co kryją w sobie efekty, finały i dzieła. Jest więc przyglądaniem się śladom, początkom i procesom, składającym się na realizacje. Jeśli wcześniej artysta wycofywał się z pierwszego planu w swoich działaniach, tak tu w kolejnym ruchu zabiera nas za scenę, gdzie zamiast ruin znajdują się zaledwie fragmenty i drobiny tego, co stanowi inspirację dla pierwszego planu.

Te szczątki są również tym, z czego budujemy interpretację, a więc dokonujemy rekonstrukcji powodów, decyzji i chęci. W białostockim Arsenale możliwe staje się oglądanie zaczynu i materiału w trakcie montażu. Wystawa jest refleksją artysty nad tym, jak ten zaczyn jest kształtowany. I jeśli wcześniej postrzegać można było Choróbskiego jako współczesnego romantyka, o dużym powinowactwie myśli z Cyprienem Gaillardem, to wraz z „Opętało mnie słońce…” dochodzi do tego rysu ciekawy aspekt wędrówki i flaneurycznego dystansu do miejsc i zdarzeń mijanych, które płynnie mieszają się ze sobą.

Niebieski to ostatni kolor podstawowy syntetycznie wytworzony przez człowieka.


Mateusz Choróbski urodził się w 1987 r. we Włoszczowie. Absolwent Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (2011), Pracowni Działań Przestrzennych w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (2013) oraz Międzywydziałowej Specjalności Multimedialnej na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2014), Ministra Edukacji Narodowej (2012), Marszałka Województwa Łódzkiego (2012). W rankingu „Obiegu” 2014 wymieniony jako jeden z 11 najlepiej zapowiadających się młodych artystów polskich.

Prace pokazywał na wystawach indywidualnych, m.in. Niebieski ptak w Zonie Sztuki Aktualnej w Szczecinie (2015), Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać w Galerii Arsenał w Białymstoku (2015), The Draught w Another Vacant Space w Berlinie (2013), Spóźnione spotkanie w Asymetrii Modern w Warszawie (2013), oraz grupowych: Gateways w KUMU w Tallinie (2011), Precipitations w Another Vacant Space w ramach Berlin Art Week (2014), Samotność długodystansowca w BWA Katowice, wraz z Anną Orłowską (2014).

http://mateuszchorobski.com/

 



Patroni medialni:


Mateusz Choróbski. Opętało mnie słońce i miałem ochotę się śmiać. Widok wystawy