strona główna kontakt newsletter english
Logo - Galeria Arsenał

Dla babci Jadwigi, 2000, Dla babci Gertrudy, 2000

akryl na płótnie (70 x 50 cm; 83 x 59 cm)

 

Prace Andrzeja Szewczyka Dla babci Gertrudy i Dla babci Jadwigi rozpatrywać należy w kontekście kilku wątków, czytelnych w malarskich rozważaniach artysty już na początku jego drogi twórczej. W bogatym oeuvre Szewczyka odnajdziemy prace wykonywane na wielu niestandardowych podłożach: ścianach, lustrach, mapach i zeszytach szkolnych. Podważały one zwyczajowe rozumienie „obrazu”, a w zasadzie jego nośnika, jako płótna naciągniętego na blejtram. Artysta określał je mianem „malowideł”, uznając, iż termin ten o wiele lepiej oddaje ich istotę. Charakter eksperymentów z obrazem w znacznej mierze warunkowała postawa Szewczyka, a zwłaszcza jego sprzeciw wobec bezrefleksyjnego utożsamiania artysty z twórcą. Fascynowało go malarstwo anonimowe i mechaniczne, wolne od elementów stereotypowo wiązanych z geniuszem twórcy. Szewczyk nieustannie szukał własnego języka, który, uwzględniając dotychczasowe dokonania w dziedzinie malarstwa, zawierałby także elementy kluczowe dla jego życia. Wbrew pozorom między ideą malarstwa bezosobowego a próbą odnalezienia własnej formy wyrazu nie ma sprzeczności.

 

Prace Dla babci Gertrudy i Dla babci Jadwigi stanowią kontynuację dyskusji z pojęciem obrazu, artysty i malarstwa. Co prawda ich integralnym elementem są akrylowe płótna, to jednak całość powstaje dopiero po umieszczeniu ich na ścianie pomalowanej identycznym kolorem co tło, na którym artysta „odcisnął” złote wzorki. „Malowidła”, powstałe w 2000 roku, nawiązują do koncepcji „malarstwa obrazu ujednoliconego z malarstwem ścian”, którą artysta sformułował, wraz z Tomaszem Wawakiem, w latach 70. XX wieku. Powstawały wówczas „obrazy” malowane za pomocą wałków używanych przez malarzy pokojowych, malowidła idealnie bezosobowe, kojarzone bardziej z użytkowym i machinalnym zamalowywaniem niż twórczością. Szablonowe ornamenty tylko potęgują te odczucia. Jednakże obrazy Andrzeja Szewczyka można odczytywać jako prace niezwykle osobiste. Ściany malowane wałkiem, ozdobione tandetnym wzorkiem, z niczym nie kojarzą się tak bardzo, jak z domem – archaicznym, kiczowatym, babcinym. Na autobiograficzny trop naprowadzają tytuły obrazów, a zbudowanie ich genezy artysta pozostawia wyobraźni odbiorcy.

 

Demitologizacja malarstwa odbywa się u Szewczyka na kilku poziomach. Artysta odrzuca tradycyjną relację między nim a dziełem. W powszechnym mniemaniu to często „dotknięcie ręki” – charakterystyczny rysunek i pociągnięcia pędzla – bądź też wyraźnie autobiograficzne wątki, nierozerwalnie wiążą malarza z jego obrazem. Ten ostatni pierwiastek Szewczyk wprowadza w o wiele subtelniejszy sposób, przedefiniowując przy tym powszechnie przyjętą hierarchię tematów malarskich. W jego malarstwie ważna staje się codzienność, retrospekcja sięgająca głęboko w przeszłość i docierająca do rzeczy na pozór nieistotnych. To one nadają indywidualne rysy zunifikowanemu malarstwu, dowodząc tylko artystycznej konsekwencji Andrzeja Szewczyka.

 

                                                                                                                 Izabela Kopania